Aktualnie online
· Gości online: 1

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 1,046
· Najnowszy użytkownik: Myslinski70
Pantheist - Pantheist (2011)


Tracklista:

1. One of These Funerals 03:01
2. Broken Statue 08:40
3. The Storm 11:41
4. Be Here 10:47
5. 4:59 05:03
6. Brighter Days 08:41
7. Live Through Me 08:17

Rok wydania: 2011
Gatunek: Dark/Gothic Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
Kostas Panagiotou - śpiew, instrumenty klawiszowe
Pepijn van Houwelingen - gitara
Aleksej Obradovic - bas
Sterghios Moschos - perkusja

PANTHEIST to grupa, co do której trudno jest mieć pewność. To jest zespół z własnym stylem, jednocześnie obracający się po różnych obszarach muzyki klimatu. Często ten band jest mylnie określany jako funeral doom metal, bo na żadnej płycie tego nie grali, jedynie doom/death bądź doom/death z elementami gothic i dodając progressive/psychodelic na płycie ostatniej. Tutaj zaskoczyli i zagrali coś jeszcze innego niż wcześniej. I nie jest to funeral doom metal i trudno też jednoznacznie określić to jako doom/death, bo elementów tego gatunku, poza może pancernym pogłosem gitar i czasami growlu, nie ma tu zbyt wiele.

Materiał tu zaprezentowany bardzo przypomina magię i trans SOLSTICE oraz przestrzeń, charakterystyczną dla WHILE HEAVEN WEPT z płyty "Of Empires Forlorn" i rozprzestrzenianie klimatu. Są tu też oczywiście organy, jakże rozpoznawalne dla PANTHEIST, czasami też są tu pewne partie progresywne, jak w "The Storm", gdzie na tle gitary akustycznej pojawia się saksofon. Jest tu nawet bardzo blisko i osobiście jak w "Be Here". Piękne wprowadzenie, pełne refleksji, wewnętrznego spokoju. Przestrzeń jest ogromna i znakomicie rozegrana. Tło jest po prostu przepiękne i poruszające, bardzo brytyjskie i bliskie temu, co kiedyś grało ANATHEMA. Prawdziwa perełka klimatu.
"One of These Funerals" to wejście bardzo godne i klasztorne. Organy godne "1000 Years", ciepła, lekko miękka gitara. "Broken Statue" zaczyna się bardzo blisko, dalej jest nieco zgorzkniale, aby w środkowej części zapuścić się, trochę niepotrzebnie, w progresywne rejony. Na szczęście dalej wracają do czarowania. "4:59" to znów piękne organy, które pomagają zapomnieć o ogromnym rozczarowaniu, jaką była płyta "Journey Through Lands Unknown". Tutaj jest pełno klimatu, przez który ciarki przechodzą po plecach. "Brighter Days" to wyspiarskie granie z pięknymi organami, nadającymi klasy riffom, jednocześnie malując podniosły, klasztorny klimat. "Live Through Me" jest klimatem nieco oderwany i w trącenia klawiszowe raczej intrygują niż tworzą klimat, choć te dwie ostatnie kompozycje nieco odstają i trochę się dłużą, tak jak zwieńczenie trochę zbyt przerysowane i nieco rozpraszające chwilami.

Brzmienie jest doskonałe. Nie jest przytłaczające, ani nie jest też zbyt lekkie, tylko podkreśla każdy najdrobniejszy szczegół, słychać, że pod tym względem płyta jest dopracowana. Klimatu tu również nie mało i nie ma tu takiego rozłamu i niezdecydowania jak wcześniej. Czysty śpiew Panagiotou jest po piękny i to słychać bardzo w magicznym "Be Here", reszta zespołu również się spisała na medal. To jest album dość różnorodny, bardzo intrygujący i czarujący, ale niestety nie bez błędów, choć tak mocnej płyty nie nagrali nigdy. Jest delikatnie, jest wrażenie tułaczki strudzonego, doświadczonego wędrowca. To jest podróż, na którą warto było czekać i w którą warto się wybrać.



Ocena: 8.8/10

Autor recenzji: Arn1
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

19-03-2017 21:42
hej memorius, działasz jeszcze coś w necie?

17-07-2013 09:53
Czy wszystko działa? czy nic nie trzeba poprawić, dodać?

04-07-2013 13:32
test